sobota, 28 grudnia 2013
finałowe odliczanie
kolejny rok się kończy
wiem, powtarzam się, ale - jaka w tym magia???
w tej wyraźnej kresce?
w tej euforii, odliczaniu od 10 i sztucznych ogniach??
i - do czego nam to potrzebne??
do postanowień noworocznych?
które z definicji nie są realizowane przecież ;-)
czy do nadziei na nowy początek, nowe szanse?
nowe początki nie mają nic do pierwszego stycznia przecież, ot, jeden z wielu dni wolnych (które nie wszyscy mile wspominają, bo kac i takie tam ;-)))
zapytałam córki, która mi tu żurawia zapuściła i już wstęp przeczytała, jak myśli, jaka jest odpowiedź
wzięła głęboki oddech, zastanowiła się i odpowiedziała - żeby się poprawić?
każdy potrzebuje kolejnej szansy?
fajniej by w życiu było, gdyby można było się cofnąć do rozdroża i jednak pójść inną drogą?
bezkarnością trąci, brakiem odpowiedzialności za czyny ...
może każdy (myślący ;-)) człowiek zmęczony jest czasem koniecznością ponoszenia odpowiedzialności za swoje czyny. Bo nie zawsze to spijanie śmietanki jest przecież
czasem takie klasyczne - tego chciałam
tego chciałam i właśnie to dostałam, ziściło się, teraz - zgodnie z przewidywaniami przecież - boli. Nie jest fajnie.
ale czasem bywa na odwrót
boli sama decyzja
zbieramy się do niej, dojrzewamy, przecinamy niczym wrzód
a potem zaskoczenie
bo jest idealnie
dokładnie tak jak być powinno
choć skracam to nadmiernie, bo przecież czasem do decyzji dojrzewamy latami
albo musimy się zdecydować szybko, boli sama konieczność podjęcia, wyboru, szamoczemy się
chcielibyśmy wiedzieć, że nasza decyzja będzie słuszna, że ułoży się wszystko - dobrze
życie nie daje takiej gwarancji
więc może ten 1 stycznia to takie nasze tere fere do życia?
robisz nam na złość, na opak, więc my, tu i teraz decydujemy się na zaczęcie wszystkiego - czy tylko TEGO JEDNEGO - po naszemu
czwartek, 26 grudnia 2013
banał
Banalnie tylko można zacząć po 10 miesiącach przerwy ;-)
Choć czy to banał, że o tym, iż to już 10 miesięcy dowiaduję się z bloga Siostry mojej netowej?
Ba!!
choć to już nie banał, ale dobrze, że w ulubionych mam jej bloga, to choć swojego odnalazłam ;-)
I - miła ma, dobrze, że mnie lubisz i masz mojego zaniedbanego bloga w swoich do czytania ;-))))
ot taki tam znak czasów ;-)
w kwestii codzienności - umknęło mi 10 miesięcy życia
pewnie ważnych
nie spętane w literkach pozostawiły po sobie świadomość, że przeminęły
z wiatrem, z pędem czasu, z moim gonieniem za ogonem
jestem uzależniona od dziennika, niestety, w dobie brakuje mi kilku godzin
w weekendzie - choć jednego dnia więcej
no i przydałby się jakiś wolny dzień w środku tygodnia, no ewidentnie
ale - to już było
dobrze, że choć zdjęć trochę przypomni mi, że ten rok w ogóle był ;P
(dobrze, że teraz zdjęcia można telefonem robić, jakieś plusy "te czasy" mają ;P)
i znowu koniec roku
mamie próbowałam siąknąć nosem, że taki straszny był ten rok
może nie zbeształa - naprostowała
że błądzę, durna ja
bo nie był zły
tak strasznie ;-)
bo - miło w sumie, że nie mam tętniaka w mózgu, na mózgu, czy gdzie tam one się sadowią -
pod czaszką ;-)
bo - mała przestała się bać dentysty
dopóki nie zobaczyła, jak mamusi zębów perełki piaskują, hmmmm
bo - jeszcze nie utonęłam finansowo (nie wiem, jakim cudem ;P)
bo - usłyszeć, że jest się najinteligentniejszym z całkiem sporej grupy ludzi to w sumie na plus też zaliczyć muszę ;-)
póki byłam z księciem to on był tym idealnym, najmądrzejszym też przecież
po czym - Ktoś zaczął mi pokazywać, że jakby nie do końca tak jest
że jestem mądra
i mam duuuuużo innych zalet, które już oczywiście pozapominałam, choć swego czasu wymieniał ich naprawdę dużo ;-) Ostatnio chyba mniej tych moich pozytywów dostrzega, ale pazerna być nie powinnam - wieść gminna niesie, że zalety jednak posiadam ;-)
coś mi ostatnio mówił o mózgu mem, ale - zapomniałam
w każdym razie jawiłam się kimś niezwykłym nieledwie ;-)
no ma ten mój Ktoś ten dar, że potrafi mi takie rzeczy wmówić ;-)
i - wracając do inteligentnych "bo" - nie płakałam już w tym roku przez księcia
generalnie zdałam sobie sprawę, że płakałam po odejściu raz tylko, kiedy wyszedł kolejny babol, jaki z pełną frajdą mi podrzucił
uświadomiłam sobie to oczywiście w trakcie prostych gospodarskich czynności, które dobrze mi zawsze na myślenie robiły ;-)
Wręcz bardzo dobrze, bo w następnej sekundzie przypomniałam sobie te wszystkie razy, kiedy płakałam jako mężatka - z bezsilności, z kolejnego razu zaliczonego totalnie wepchnięta w ścianę
nie jestem orędowniczką rozwodów
choć ostatnio koleżanka próbowała mi coś takiego zarzucić
wiem, że małej ciężko jest w tym wszystkim
rozwód to totalnie indywidualna sprawa
choć znów przeczytałam wpis kogoś, kto znacznie dłużej ode mnie powinien po rozwodzie być
a nie jest
choć uważam, że zbyt często nie decydujemy się na rozwód ze zwykłego zasiedzenia i wygodnictwa
ale to jest moje spojrzenie - z drugiej już strony
kiedy mam już za sobą - zbyt długą - walkę o związek, małżeństwo
w końcu o własną godność
i szczęście małej
z perspektywy trzech lat, mało fajnych, trudnych, kiedy jestem w sumie totalnie na dorobku, kiedy straciłam zbyt dużo materialnych i niematerialnych rzeczy, wiem, że ten konkretny związek, ta konkretna historia happy endu mieć nie mogła
co nie znaczy, że szczęścia sobie nie prorokuję
gdybym nie wierzyła, że szczęśliwa będę pewnie bym się już poddała
w ten czy inny sposób
wierzę
wierzę, że wiele jeszcze dobrych marzeń i planów się ziści, wierzę nieśmiało i z lękiem, ale - wierzyć muszę ;-)
a na razie - pogodziłam się z pewnymi niedogodnościami
ot, właśnie chyba całkiem nieświadomie zrobiłam w trąbkę księcia
założyłam, że w sylwestra z małej się tradycyjnie wykręci i - wobec faktu, że mała z Ktośkiem się całkiem polubili - zaplanowałam im Sylwestra we troje ;-)
w zasadzie nic do gadania nie mieli ;-)
więc - na 12 jesteśmy umówieni, że idziemy pod ratusz - nasz lokalny ratusz ;-) - oglądać sztuczne ognie
howk ;-D
(choć słyszałam, że pod stadionem mają być czaderskie jakieś, hmmmmmmm.... ;-)))))
Subskrybuj:
Posty (Atom)