poniedziałek, 23 czerwca 2014

czas na Dinsneyland ;-)



    Zaczęłam przeglądać zdjęcia z tego tematu i włos mi się zjeżył ;-)

    Nie, że tam tak strasznie, no nie ;-)

    Po prostu - to strasznie szeroki temat ;-)

   co prawda ja nie mam miliona zdjęć z tego wyjazdu z powodów których wolałabym nie podawać ;-)   Tym niemniej - tych zdjęć jest
    kilkaset ;-)

   z Disneya pewnie coś koło setki ;-)
w każdym  razie patrząc pomyślałam sobie, że ten wpis poświęcę różnorodności tam panującej :-)

Bo Disney to te słodko kiczowate zamki ;-)

 
  książę jak dostał od małej to zdjęcie mmsem to zapytał, co my za cerkwie mu przesyłamy

     cerkwie disneysławne, no jakie :P

ale ponieważ na tym terenie są 4 różne krainy - Fantasyland (dla najmłodszych), Adventureland z klimatem godnym dżungli, Frontierland z wystrojem godnym najlepszych westernów oraz Discoveryland kładzie nacisk na technologię i podróże kosmiczne, więc no wiecie - jest nie do ogarnięcia różnorodnie ;-D

        więc - mała próbka ;-)




przystań dla statków we Frontierland :-)




skały -gdzieś
   ręcznaja robota ;-)


  to domeczki w Adventureland, z cudną papugą na ścianie bocznej :-)



   a to takie tam - statek z Frontierland płynący niebezpiecznymi meandrami tamtejszej rzeczki
      Czy rzeczka się jakoś nazywa nie wiem, skały są znowu tworem człowieka, innym niż tamte wyższe pomarańczowe. Dokładność wykończenia zaskakiwała mnie nieustannie. I - ta dam - panująca tam czystość ;-)

   ale wracając do tematu różnorodności :



  urocze budowle tak realistyczne, że w niejednym takim domku chciałabym zamieszkać ;-)




 
 
i piękna, tajemnicza przyroda :-)


 
 
czasem przerażająco podkreślona ;-)
 
 
 
szłam tym mostem linowym (to tak się nazywa???) i powiem - nigdy więcej !!
    cieszę się, że moją wagę utrzymał :P
i nie interesuje mnie, że z niska bym zleciała
    całkiem nie lubię zlatywać ;PPP

Tak czy tak było pięknie, o dziwo nawet bezpiecznie i chyba zwiedziłam cały świat ;-)
   tutaj budynek na miarę mauretańskich (?? poprawiać jak coś, mój mózg zanikł ;-)) budowli

w przejściu wisiały cudne granatowe kryształki dopełniające klimatu :-)



  i na koniec moje ukochane zdjęcie, z mistrzem pierwszego i drugiego planu ;-)



droga prowadzi wprost w bramy Adventurelandu :-)

    i to tyle w tym wpisie, raczej do oglądania ;-)

sobota, 7 czerwca 2014

wycieczka cd



   
   na czym to ja skończyłam?
     a, 21 godzin w autokarze, zachód słońca gdzieś w Niemczech, noc upojna inaczej i wreszcie - Wieża. TA wieża ;-)

    oraz widok z TEJ wieży ;-)

 schodzimy, zwiedzamy okolice, chłoniemy klimat, ja sobie myślę, że jakbym była rasistką to kanał, no kanał. A tak - no niektórzy AfroFrancuzi (;-)) są nader mrrrr ;-)
    oraz pełno Arabów, Arabek oraz tych tam różnych skośnych. Mieszanka zupełnie inna niż u nas ;-)

chwilę spędzamy przy fontannach a potem wzdłuż - chyba - Palais de Chaillot ruszamy do metra.
    To "wzdłuż" wygląda tak :



przy czym jest to też świetne miejsce na piękne zdjęcie wieży



 
no i oczywiście, że było mówione kto to, ale - nie pamiętam. Nijak. Szukam ;-)

 
i ostatnie - dziś - zdjęcie symbolu Paryża



i gnamy (dosłownie, nie myślcie, że nie ;P) do metra. Kierunek - muzeum figur woskowych

          I powiem Wam - efekt jest

 
Muzeum jest wzorowane na elegancką salę kinową, może teatr, figury są rozmieszczone przypadkowo, później też siedzą sobie w barze, lub - jak Naomi Campbell - idą wybiegiem. Więc proszę się nie dziwić, że nie oparłam się Willisowi ;-) Nie oparłam cię też Clooneyowi, ale tam już dziecię moje nie sprostało, no niestety , niestety. Mogłam w sumie se selficzka szczelić, no ale to teraz wymyśliłam. Jednak po 17 byłam już mało refleksiasta ;P

 
Figur było dużo, nie sposób każdemu zrobić zdjęcie, tutaj Picasso, Hemingway też znalazł miejsce w moim komputerku ;-)

 
no i wspomniana wcześniej Naomi :-)

 
było też sporo w temacie bajek dziecięcych ;-)

 
do hotelu dotarliśmy koło 19
Mała była tak podekscytowana (i tego dnia miała jeszcze tyle sił ;-)) że po wykąpaniu się i przebraniu poszłyśmy na mały spacer. I tutaj - nie spotkałam jeszcze takiego koloru róż :-)



    spacer zakończyłyśmy herbatą i ciastkiem czekoladowym w hotelowym barze - następnego dnia pobudka o 7. A, nie pobudka - śniadanie o 7. Booolało ;P
    Ale motywacja była - Disney paryski ;-)

piątek, 6 czerwca 2014

wycieczka ;-)



    Swoją drogą muszę przyznać, że jestem wyjątkową blondynką ;-)
Wyjeżdżając dowiedziałam się, że nadchodzącą noc spędzamy w autokarze ;P

   na szczęście kocyk miałyśmy, szczoteczki i takie tam o poranku zaradny kolega z drużyny pomógł wydobyć z otchłani busa na jakieś 70 osób nasze torby i poranne ablucje były możliwe ;-)

   po drodze było kilka postojów, jeden z nich, gdzieś w Niemczech chyba pozwolił mi uwierzyć, że naprawdę jedziemy ....

  
 
takie tam - chmury przywracają mi zawsze nadzieję ;-)
 
 
 
Potem - przystanek 120 km od Paryża, ablucje i temat na oddzielny wpis czyli matka bezsensownie gnębiąca swoją siedmioletnią córkę.

   Przed 10 wjeżdżamy do Paryża.
 
 I tu istotna uwaga - konkretnych nazw foconych budynków czy obiektów nie jestem w stanie za każdym razem podać. Istnieje opcja, że będę wpisy edytować, bo przewodnik po Paryżu mam. Ale żeby był czas konfrontować wiedzę książkową z tym co widzę, z tym, co mówi - bardzo sympatyczna zresztą - pilotka, to absolutnie nie.
  
    W każdym razie wjeżdżamy do Paryża i zatrzymujemy się tuż przy Łuku Triumfalnym na place de la Concorde, pośrodku którego wznosi się złocona iglica, podarowana Ludwikowi Filipowi przez Mohameda Alego - tu złapana tylko dolna część, z Łukiem Triumfalnym w tle 
 



   
  Po obu stronach iglicy są piękne fontanny, z czego jedna działa, a druga jest pożywką dla rozszalałych turystów - w tym dla nas ;-))))
 
 
 no a po sesji foto, wiadomo - to na co czekali wszyscy ;-)
 
 
 
  

 
    stoimy w gigantycznej kolejce, aby wjechać na górę. Ja obgryzam (w duchu, w realu nie umiem ;P) pazury, na samą myśl, o jeździe windą w okolice księżyca czy innego Marsa. Ale nie ma zmiłuj, dziecię swoje prawa ma ;-) Mało tego, również babcia, która była zdecydowanie na nie - wjeżdża. Znaczy na razie stoi w kolejce. I pewnie obie staramy się nie myśleć, co nas czeka. Myślę, że zarwana noc jest tu bardzo pomocna. No i Paryż taki namacalny. Stoimy i chłoniemy atmosferę. Widać, że tłum z całego świata, choć Francuzów jako takich jest bardzo dużo - nawet nie wiem, może oni też Dzień Dziecka akurat celebrowali??
    W pewnym momencie uśmiecham się. Idą pod rączkę rdzenne Paryżanki. To widać, słychać i czuć. Jedna ma płaszcz w ciepłym odcieniu czerwieni, druga w takimż odcieniu niebieskiego. Nie miałam odwagi sfocić, ale - wyglądały cudnie. Do pozazdroszczenia wobec faktu, że pod osiemdziesiątkę już obie musiały mieć ;)
   Nie zabrakło też sygnału, że właśnie się tu odbywają szalenie ważne tenisowe zawody ;-)
 

 
 
    no i w końcu - jazda windą ... skosem jakimś??? oszklona taka ... się ma lęk wysokości ;P
ale widok - wart jazdy ;)
 
 
 

 
 
     Nie wiem, czy zdjęcia oddają przestrzeń, wysokość, ale na pocieszenie powiem tak - taras widokowy jest jakby dwupiętrowy, windą dociera się na wyższe piętro, niższe jest w sumie w odległości normalnej (a nie proporcjonalnej do wysokości wieży ;-)), wysunięte nieco dalej i przesłania odchłanie w dole. Inaczej prawdopodobnie przesłaniałyby je chmury ;D
 
    Acha, windą nie wjedzie się bezpośrednio na górę, to jest widok z niższego tarasu widokowego, wyższy jest na wysokości 274 metrów ;-) Jak sobie przeliczyłam to na pietra w normalnym wieżowcu płacz mój był bardziej rzęsisty. Ale i tak wjechałam, choć na niższym wiatr łeb i nadzieję urywał ;P
 
     wyglądało to pewnie coś tak
 
 
w ramach ciekawostki - na tym najwyższym tarasie jest sobie baruniek (na niższym też jest, ale za duże tłumy, nie zaglądałam ;P)

      baruniek jest malutki ale treściwiutki - nabyć tam można dwa rodzaje szampana
w jednorazowych kieliszeczkach bez podstawki nawet. W kieliszku jest może 30 ml szampana. Cena - pikuś - 12 EUR ;P Stefka by mi wykład szczeliła, że to pikuś w istocie ;P Już to czuję.
 
 
      Po Wieży Eiffla mały spacer przez most D'Iena, Place de'Varsovie (sic!!:-D) do ogrodu Trocadero, widocznym na pierwszym ze zdjęć zrobionych z wieży. Ogród ogrodem, ale ten staweczek, zwłaszcza fontanny małą zachwyciły ;-))
 
 
 
 
   do zdjęć z tego przystanku jeszcze wrócę, ale - we wpisie dla Lucii ;-))
 
    a na dziś się zatrzymam już, bo jakoś tak późno się zrobiło ;-)
 
a to dopiero okolice 16 pierwszego dnia pobytu ;-)))