czwartek, 26 grudnia 2013

banał



   Banalnie tylko można zacząć po 10 miesiącach przerwy ;-)

     Choć czy to banał, że o tym, iż to już 10 miesięcy dowiaduję się z bloga Siostry mojej netowej?
Ba!!
    choć to już nie banał, ale dobrze, że w ulubionych mam jej bloga, to choć swojego odnalazłam ;-)


I - miła ma, dobrze, że mnie lubisz i masz mojego zaniedbanego bloga w swoich do czytania ;-))))

   ot taki tam znak czasów ;-)


    w kwestii codzienności - umknęło mi 10 miesięcy życia
pewnie ważnych

    nie spętane w literkach pozostawiły po sobie świadomość, że przeminęły
z wiatrem, z pędem czasu, z moim gonieniem za ogonem
   jestem uzależniona od dziennika, niestety, w dobie brakuje mi kilku godzin
w weekendzie - choć jednego dnia więcej
     no i przydałby się jakiś wolny dzień w środku tygodnia, no ewidentnie

ale - to już było
      dobrze, że choć zdjęć trochę przypomni mi, że ten rok w ogóle był ;P
(dobrze, że teraz zdjęcia można telefonem robić, jakieś plusy "te czasy" mają ;P)

    i znowu koniec roku
mamie próbowałam siąknąć nosem, że taki straszny był ten rok
   może nie zbeształa - naprostowała
że błądzę, durna ja

   bo nie był zły
tak strasznie ;-)

    bo - miło w sumie, że nie mam tętniaka w mózgu, na mózgu, czy gdzie tam one się sadowią -
 pod czaszką ;-)

bo - mała przestała się bać dentysty
     dopóki nie zobaczyła, jak mamusi zębów perełki piaskują, hmmmm

bo - jeszcze nie utonęłam finansowo  (nie wiem, jakim cudem ;P)

    bo - usłyszeć, że jest się najinteligentniejszym z całkiem sporej grupy ludzi to w sumie na plus też zaliczyć muszę ;-)
          póki byłam z księciem to on był tym idealnym, najmądrzejszym też przecież
po czym - Ktoś zaczął mi pokazywać, że jakby nie do końca tak jest
    że jestem mądra
i mam duuuuużo innych zalet, które już oczywiście pozapominałam, choć swego czasu wymieniał ich naprawdę dużo ;-) Ostatnio chyba mniej tych moich pozytywów dostrzega, ale pazerna być nie powinnam - wieść gminna niesie, że zalety jednak posiadam ;-)
    coś mi ostatnio mówił o mózgu mem, ale - zapomniałam
w każdym razie jawiłam się kimś niezwykłym nieledwie ;-)
    no ma ten mój Ktoś ten dar, że potrafi mi takie rzeczy wmówić ;-)

i - wracając do inteligentnych "bo" - nie płakałam już w tym roku przez księcia
    generalnie zdałam sobie sprawę, że płakałam po odejściu raz tylko, kiedy wyszedł kolejny babol, jaki z pełną frajdą mi podrzucił
    uświadomiłam sobie to oczywiście w trakcie prostych gospodarskich czynności, które dobrze mi zawsze na myślenie robiły ;-)
    Wręcz bardzo dobrze, bo w następnej sekundzie przypomniałam sobie te wszystkie razy, kiedy płakałam jako mężatka - z bezsilności, z kolejnego razu zaliczonego totalnie wepchnięta w ścianę

       nie jestem orędowniczką rozwodów
choć ostatnio koleżanka próbowała mi coś takiego zarzucić
   wiem, że małej ciężko jest w tym wszystkim

rozwód to totalnie indywidualna sprawa
       choć znów przeczytałam wpis kogoś, kto znacznie dłużej ode mnie powinien po rozwodzie być
a nie jest
   choć uważam, że zbyt często nie decydujemy się na rozwód ze zwykłego zasiedzenia i wygodnictwa

     ale to jest moje spojrzenie - z drugiej już strony
kiedy mam już za sobą - zbyt długą - walkę o związek, małżeństwo
    w końcu o własną godność
i szczęście małej

           z perspektywy trzech lat, mało fajnych, trudnych, kiedy jestem w sumie totalnie na dorobku, kiedy straciłam zbyt dużo materialnych i niematerialnych rzeczy, wiem, że ten konkretny związek, ta konkretna historia happy endu mieć nie mogła

   co nie znaczy, że szczęścia sobie nie prorokuję
gdybym nie wierzyła, że szczęśliwa będę pewnie bym się już poddała
    w ten czy inny sposób
   wierzę

wierzę, że wiele jeszcze dobrych marzeń i planów się ziści, wierzę nieśmiało i z lękiem, ale - wierzyć muszę ;-)

    a na razie - pogodziłam się z pewnymi niedogodnościami
  ot, właśnie chyba całkiem nieświadomie zrobiłam w trąbkę księcia
założyłam, że w sylwestra z małej się tradycyjnie wykręci i - wobec faktu, że mała z Ktośkiem się całkiem polubili - zaplanowałam im Sylwestra we troje ;-)
   w zasadzie nic do gadania nie mieli ;-)

więc - na 12 jesteśmy umówieni, że idziemy pod ratusz - nasz lokalny ratusz ;-) - oglądać sztuczne ognie
   howk ;-D

  (choć słyszałam, że pod stadionem mają być czaderskie jakieś, hmmmmmmm.... ;-)))))



2 komentarze:

  1. z krzesla malo nie spadlam jak zobaczylam że napisalas ;))) umówmy sie że 2014 rok będzie lepszy,w koncu przeciez musi byc lepiej :***

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochanie, nie spadaj, bo rękę sobie urazisz ;-)
    co do umawiania się - przekonałaś mnie ;-)

    OdpowiedzUsuń