sobota, 29 grudnia 2012

koniec ...



   koniec roku ...
już chyba w zeszłym roku zastanawiałam się, co tak naprawdę jest magicznego w TYM właśnie momencie...
    nie wiem  ;-)
choć - może nadzieja, że to jest własnie koniec - tego co złe, tego co pod górę, koniec kontaktów z tymi toksycznymi, koniec naszego błądzenia, szukania?

    takie dość jakby nieuzasadnione, niczym nie poparte złudzenia, że ten Nowy Rok będzie rokiem nowych szans, nowych możliwości
    nowego życia
czemu potrzebujemy grubej kreski, odcięcia się od Starego Roku?

   nasze plany i tak realizowane są impulsywnie, nadzieja na polepszenie spełniana jest z zaskoczenia i całkiem poza nami czasem - a czasem nie spełniana wcale ;-)

    jedyna magia, z jaką się zgodzę to magia Świąt, magia karnawału i jego momentami brazylijskiej wręcz taneczności, kiedyś był to dla mnie czas całkiem nie kończących się imprez
     co wobec mojego zapieczenia się w biernym oporze troszkę w wypaczonej formie do mojego mózgu docierało ;-)

      ale mój mózg już zaczyna przerabiać to wszystko na swoją modłę, oglądałam płytkę z kilku wydarzeń już z małą - nie pamiętam siebie takiej
    ale myślę, że odejściem odebrałam grubemu część wiary w siebie, co jest myślą krzepiącą ;PPP

   i w temacie dalszej przeszłości tyle już lepiej, a w temacie bliskiej przeszłości - 19 grudnia mała miała Wigilię w szkole
    księciunio jest przewodniczącym trójki klasowej, więc działał tam myślę ostro, w przeciwieństwie do mnie - w tym roku mój wkład ograniczył się do szykowania stołów na imprezę. I śmieszna sytuacja miała miejsce, pani, z którą księciunio w tej trójce szaleje, tutaj pierwsza z lewej

 
 
stwierdziła w którymś momencie, że nie kupiła nic do picia i w następnej sekundzie było "Darek, idziemy!!". I księciunio, zaprzysięgły samiec alfa - trach, trach, poleciał za nią. Stwierdzając tylko "wrócimy jak będziemy!", że niby coś by się wydarzyć mogło. Jasssne ;P
 
    a potem - całkiem dziwnie mi było, "dziwnie" z nieumiejętności nazwania JAK, bo brylował książę pan w towarzystwie, a towarzystwo ujęte tym zaczęło wręcz u niego imprezkę rozkręcać, popiskując radośnie, że duże ma mieszkanie, które się ofkors, że nada. Księciunio zdolnym chłopcem jest, jakoś tak niezauważalnie ten projekt upadł ;P A ja, skazana na jakiś dziwny ostracyzm trwałam na posterunku, dla małej, która tych dorosłych gierek nie zauważała
   dla niej to była całkiem fajna imprezka, rozpoczęta koncertem dla rodziców :
 
 



a potem wyżerką - ciastami własnego wypieku różnych zaangażowanych mamuś, do których jak już wiemy ja się nie zaliczałam ;P

 
 
stół się pod dobrami wszelakimi raczej nie uginał, ale dzieciakom nie żarcie w głowie było ;-)
 
 
ale tańców, hulanek, swawoli oraz kilometrowych węży nie sfociłam pogrążona już w zagubieniu ;-)
 
      a choinkę to my kupiłyśmy sobie już w poniedziałek, 17-go, czym doprowadziłyśmy kotę do istotnej ekscytacji, ponoć Ktosiek zastał młodą gdzieś przy konarze, ogon robił za drugi czubek choinki, wyprostowany acz drżący z bezrozumnego podniecenia ;-)  (choć w sumie jak tu się zastanowić, to podniecenie raczej z definicji dość bezrozumne jest ;-)))
 
    drzewko milutkie mamy, ubrane z pasją przez nas dwie, efekt jest chyba milutki ;-)
 
 
 
 
 
   a dziś - mama już pojechała, a my się byczymy, pojadając te dobroci, co to nam ze świąt jeszcze zostały
    ciasta znaczy ;-)
 
a na Sylwka do przyjaciółki idę ;-))))


niedziela, 16 grudnia 2012

nie zmienia się



   ta chwila tuż po wyjściu małej do grubego

      wchodzę do pustego mieszkania i tęsknota za małą zatyka mnie wręcz
ponad dwa lata, a ja nie umiem się z tym uporać
    10 minut temu mogłam latać nad nią i pohukiwać, mogłam się na nią wkurzać a jej wyjście totalnie zmienia perspektywę
   tęsknię i najchętniej bym ją z powrotem zaciągnęła do domu

  ale trzeba się pozbierać, otrzepać i spróbować cośkolwiek porobić, zaraz Ktosiek przyjedzie, za często i tak mnie ostatnio w rozsypce widzi

     ostatnio generalnie sama siebie najchętniej bym po tyłku kopała, taka jakaś niepozbierana, bezjajeczna jestem
    kopałabym, ale siły nie mam
wczoraj osiągałam kolejne wyżyny - bądź doliny raczej totalnej bezsiły
może to zmęczenie tygodniem, bo miałam tak szalony, że w sumie każdy byłby zmęczony
    ale za często tak się czuję
wczoraj cudem jakimś z małą zrobiłam babeczki piernikowe, a i to tylko dzięki temu, że z gotowca były, oetkera, całkiem niezłe. Choć może zbyt mało wyraziste. Ale nie narzekam, gotowiec to gotowiec ;-) A mała z przyozdabianiem miała funu troszkę, wczoraj stworzyła takie dzieło ;-)



oczywiście pomysł zdjęcia też małej ;-)

   dziś dalej poprzystrajała, siedziała przy stole w kuchni i wenie ulegała, niestety, ani ja nie umiem tego ładnie sfocić, ani pewnie "sprzęt" mój nie ten ;-)
   ale jak dać się ponieść fantazji, to najfajniejsze babeczki wyszły tak



najs uważam ;-)

    zastanawiam się, kiedy choinkę kupić
bezjajecznie ofkors się zastanawiam, bo pasji jako już rzekłam we mnie nie ma
    ale może jakoś te święta ogarnę

jakoś

      dobrze, że mama przyjeżdża, dla małej i dla niej w garść się brać muszę i biorę
a jutro muszę iść do wychowawczyni małej pogadać, bo jak dziecko wpada w panikę i się łzami zalewa, że nie tak odrobiła lekcje i pani ja skrzyczy, to coś nie tak dla mnie

niedziela, 9 grudnia 2012

sanna



    dziś inauguracja sezonu
spadł śnieg, więc wyciągnęłyśmy sanki z piwnicy i zaciągnęłam małą na górkę
    nie stawiała oporu - na saneczkach zległa ;)

    dziś zasypiam, zebrałyśmy się z tą wyprawą późno, po 15, kiedy doszłyśmy do górki ostatnia mama z dzieckiem odchodziła
    mała była trochę zawiedziona, że nie ma dzieci, co mnie zaskoczyło
   mała jest kwintesencją nieśmiłości, czyżby jednak w szkole trochę się już wyrobiła??
w każdym razie - było fajnie

     w szarości kończącego się dnia ochrowa kurtka małej, pomarańczowe sanki stanowiły fajną plamę na czarno-białym tle
    pocztówka jak z Gretkowego bloga ;)
tylko - nie wzięłam oczywiście aparatu
    aaaani telefonu
nawet chusteczek nie wzięłam
   więc te pocztówki muszę zachować w pamięci po prostu
zresztą moim fantastycznym sprzęte nijak by to nie wyszło .. :(

    w każdym razie fajnie było :)
zjeżdżałyśmy w każdej możliwej konfiguracji, niedługo, ale treściwie ;)

   a teraz - zasypiam
   i nie wiem, czy to tylko ciśnienie, czy skutki uboczne zaserwowanego w piątek przez neurologa proszka
   ale - poduszka mnie przyciąga
nie dla mnie takie dobroci ;(((


    ale w tym tygodniu II zmiana, może trochę dojdę do siebie ;)

niedziela, 2 grudnia 2012

już święta ;-)



  
   
     któregoś dnia w drodze do pracy słyszę, że 1 grudnia o 16 na Pl Zamkowym już choinkę odpalają (niekoniecznie w kosmos ;-)), koncerty mają być i takie tam
   jest pretekst, żeby iść z małą na Stare Miasto ;-)

     Pretekst być musiał, bo ból głowy znowu był, bardzo istotnie był
och, powiedzmy prawdę - on jest. Więc nie liczę na fajerwerki, wpis będzie czysto informacyjny ;-)

       więc - skmka nasza ulubiona, potem jeden przystanek metrem i zaczynamy sentymentalnie - tu córeczko mama pracowała, a tu nie dość, że mama, to Dziadek Andrzej najpierw ;-)
    a tu po drodze jeszcze ten budynek, co to się ostatnio jakoś tak nad kwestią metra zachybotał ;-)
 Przechodzimy przez plDąbrowskiego Kredytową - miało być Traugutta do Krakowskiego, ale mała życzy sobie Grób Nieznanego Żołnierza - ok, podchodzimy, rozmawiając raz jeszcze, o co chodzi z tym grobem, jak to było z tym żołnierzem nieznanym i takie tam. Na czym polega kremacja na przykład ;-) Przez fakt, że mała dziadka jednego na chmurce już ma z faktem śmierci jest już jakoś tam oswojona.
    Od Grobu idziemy placem już w stronę Nowego Światu, tam po drodze żołnierze. Głupiam, nie mam pojęcia, czyje to mundury

 
 
po chwili się wyjaśnia, że nie dość, że "inauguracja" sezonu świątecznego, to jeszcze powstanie listopadowe na tapecie na Starym Mieście dziś. Informuje nas o tym pan na koniu ;-)
 
 
ale zanim się dowiemy to wychodząc na przeciwko Bristolu zachwycamy się pięknym Prezentem - przez doprawdy duże P ;-)
 
 
 
 
Warszawa już jest przygotowana na szaleństwo świąteczne ;-)
 
 


 
 
 
pewnie słabo widać, ale na tej ozdobie latarni, która jest za małą, a która już od jakiegoś czasu jest zamontowana, doczepiono jeszcze bombki, bardzo sympatycznie to wyglądało, dziś delikatnie wiało, bombki się kiwały, a misio w Patrycji ręku na pewno podskakiwał ze szczęścia ;-)))
 
   w takiej scenerii doszłyśmy do Placu Zamkowego, a tam - poświetlony na liliowo zamek - w gwiazdki!!!! wiem, wiem, trącący hameryką kicz, ale w święta temu ulegam ;-)
 
 
  tutaj to trzeba mocno wyobraźnię uruchomomić, ale nie miałam serca skasować tego zdjęcia, no a niestety lepszego wizerunku zamku nie udało mi się zrobić ;-)
 
    w każdym razie - impreza na całego - Ania Rusowicz Hawaje na całego produkowała, tłum
poszłyśmy na stare miasto - a tam już jarmark :-)
 
 
 
niestety z jarmarku tylko jedno zdjęcie, przez Agniechę zresztą, bo tłum był dziki, a ja to tak nie umiem, nieśmiały fotograf ze mnie, nastrój być musi ;-)

    ale tak czy tak - oko jest na czym zawiesić, bo i pierniczki przeróżne, a Barbie sprzedająca kocyki i rzeczy z miodu i kiełbachy i oscypka nawet z grilla sobie wzięłam, co dobrym pomysłem nie było, niestety :-(
   no i iluminacje piękne, nawet fontanna z Syrenką warszawską się świeci, za fontannę wytrwale robiąc ;-)

 
 
 
po fontannie przypomina nam się, że to jednak zima, szczypie nas tu i ówdzie, więc kierujemy się z powrotem na Plac, tam mała na Paska przepycha się maksymalnie do przodu - pląsając, ja zachwycam się widokiem Stadionu
 
 
 
, focimy jeszcze raz choinkę
 
 
 
 
potem Krakowskim Przedmieściem zaczynamy wracać. Ale - 1 grudnia jest, godzina po 18, zaczyna nam się robić zimno. Zaczynamy szukać kawiarenki, gdzie można byłoby się rozgrzać - atmosferą i zacnym płynem ;-)
 
    znajdujemy, w trzeciej chyba oglądanej kawiarni są miejsca, ale atmosfera - niekoniecznie. Na złożenie zamowienia czekamy chyba ponad pół godziny :P Wina pewnie w tym i moja, ale w ciepłym pomieszczeniu, natleniona, z pulsującym mózgiem - zaczynam zasypiać. Na co nie pozwala mi mała ;-) W końcu dostajemy - mała czekoladę (z bitą śmietaną!!), ja całkiem dobrą herbatę ;-)
    Potem płynami się wymieniamy, a mała napawa się swoim - też tutaj zakupionym - marcepanowym bałwankiem ;-)
 
 
 
Potem jeszcze szaleństwo przy pomniku Kopernika, na przeciwko którego stanęła wielka bombka , budząca wiele pytań czemu ma służyć - koło mnie przechodził rozmarzony pan, który obstawiał, że we wnętrzu można na pewno pocałować dowolnie upatrzoną kobietę - mężczyźni nawet w mróz nie tracą fantazji ;-)
 
 


 
 
 
   i wracamy skmką do domu
 
     natlenione na maksa ;-)
 
a ja zasnąć oczywiście nie mogę ;-)
 
        a dziś - jak to mi się ładnie określiło - nadrabianie zaległości damsko- męskich
w zaciszu domowym
     coś czuję, że nadrabianie snu też będzie, bo ledwo się czołgam
 
dobrze, że w środę do neurologa, może mi powie, o co ze mną chodzi
     o ile mi się uda tam pójść, bo w trakcie godzin pracy się inteligentnie zapisałam. Znaczy takie terminy były
 
          


sobota, 24 listopada 2012

rocznice



  jak pamiętamy nasze życie?
     są różne szkoły
moja przyjaciółka pamięta imiona dzieci, z którymi chodziła do przedszkola
   ja mam kłopoty z imionami osób z LO
no dobrze, trzy zaliczyłam, niech będzie to okoliczność łagodząca ;P

    moje życie to w mojej pamięci stos chaotycznych, wymieszanych ze sobą, czasem trudnych do ułożenia we właściwej kolejności pocztówek

    ale są momenty, które pamiętam ...
tak, pamiętam pierwsze pocałunki
    choć już nie pamiętam, jak to pierwsze uczucie mnie uskrzydlało
pamiętam tylko łzy, krzyk i uczucie zaszczucia
    ale to nie o tym ma być wpis
więc - pamiętam te pierwsze pocałunki, pamiętam dzień ogłoszenia wyników matury pisemnej - nie dlatego, że tak świetnie mi poszła tylko pamiętam, jak szłam zobaczyć wyniki, zapłakana, bo właśnie się dowiedziałam, że ktoś zastrzelił moje psy
    co dla mnie było ważniejsze wtedy?
pamiętam dzień mojego ślubu...
       musiałam robić furrorę, snując się jak plazma, czy siedząc z przyjaciółką na łóżku w pokoju rodziców
     fakt, że późniejszy kontrast, kiedy jednak się na ślub cywilny ubrałam musiał być tym większy ;-)

pamiętam rózne momenty z tego małżeństwa
     i wiem, że śmiałam się, ale - nie pamiętam tego
pamiętam poczucie swojego zagubienia, kiedy położna pokazała mi Patrycję
     pamiętam swój płacz, kiedy kilkutygodniowa mała spojrzała się na mnie wzrokiem ... och, nawet nie umiem tego opisać ... mądrość, wyrozumiałość, nie wiem, co tam jeszcze zobaczyłam. A czego tam być przecież nie mogło ...
    pamiętam, jak zadzwonił telefon i mama mi powiedziała, że tata nie żyje
           czy może być głupsze pytanie w tej sytuacji, niż "jak to" ?
no ja głupszego o dziwo nie wymyśliłam
    i kilka sekund płaczu, a potem - a potem musiałam zajmować się małą, więc cały swój ból schowałam gdzieś, więcej łez już nie było. Ani na pożegnaniu z tatą, ani na pogrzebie
     czasem tak łatwo zdobyć miano zimnej suki

co potem pamiętam?
    potem, i ciut wcześniej przecież też - są setki zdjęć małej
zdjęć, które robiłam w każdej sekundzie życia małej, żeby potem te sekundy pamiętać
     zdjęć, których juz nie odzyskam, nie dlatego, że trzeba byłoby oddać mi garść papaierków - bo większość w formie papierowej nie istnieje, tylko dlatego, że mały człowiek choć tak chce się odgryźć, że nie odda mi maksymalnie dużo mojego zycia


     im mniejszy człowiek, tym bardziej boli jego skopana miłość własna
i tym więcej stara się zrobić, zabrać, aby tą miłość własną jednak podbudować

             jaka pocztówka natchnęła mnie do tego wpisu?

ja z moją siostrą siedzące pod salą rozpraw
     obie śliczne, uśmiechnięte, ja w eleganckiej, choć nie tylko eleganckiej sukience z orseya, z czarnym dopasowanym dołem i górą koszulową, z żakietem sprawiającym, że całość się jak najbardziej nadaje na tu i teraz
    siedzimy pod tą salą, nóżka na nóżkę, a tuż przed nami przechodzi grupa - więźniowe eskortowani przez strażników
     dopada nas klasyczna głupawka, uśmiechamy się czarująco
już za moment rozpocznie się moja rozprawa rozwodowa, ta jedyna, a we mnie nie ma sladu niepokoju, zagubienia, lęku
    tylko szczęście
  dwadzieścia lat życia i żadnego żalu, że to koniec
   
to było dwa lata temu, 26 listopada 2010 roku ...

         i wiem, że to była bardzo właściwa decyzja, tylko zbyt późna
choć ... dobrze, że w ogóle ... dobrze, że jest mała
    fajnie, że kot koło mnie leży
fajnie, że mam fajne mieszkanie
     źle, że daję mu wygrywać, że tak nie potrafię się podnieść, że nie potrafię odnaleźć siebie pod pogładami złych uczuć, emocji narosłych przez te lata z panem nieidealnym
    choć - szukam, jak wytrwały archeolog zdejmuję kolejne warstwy, pędzelkiem odsłaniam spod piasku moją siłę, wiarę i nadzieję
     archeolog powinien pamiętać, że to co latami było ukrywane pod piaskiem zapomnienia tak od razu z tego wyczyścić się nie da

   to już wiem, że archeolog ze mnie żaden, cierpliwości we mnie nie ma ;-)

sobota, 17 listopada 2012

listopadowo ;-)


   zdarzają się już chwile, że udaje mi się żyć pod siebie
     chwile to może nie jest do końca słuszne określenie
kiedy dziś patrzę za siebie widzę, że to był wcale niezgorszy tydzień ;-)
   seria drobnych przyjemności
bo w swoim stanie wygłodzenia zakup nowej Grocholi dopieszcza ciało i umysł
  wyprowadzenie pewnych drobnych kwestii na prostą, wiara, że coś jeszcze dam radę w tym tygodniu ...
   brzmi banalnie do bólu, nie oddaje w żaden sposób tej ulgi, że chwilowo opuściłam ciemną bezmoc doła

    dziś - kolejny dzień spokoju i równowagi
na miarę możliwości ;-)

    rano wstajemy i spontanicznie decydujemy się we trzy na spacer na stare miasto
szybki bieg po zakupy, wstawiamy zupę, w międzyczasie trzy prania i - pozostawiając zupę na minimalnym "gazie" radośnie wybiegamy na kolejkę

   no dobrze, całkiem nie biegniemy, z mamą oczywiście na peronie lądujemy 10 minut za wcześnie ;-)))

   potem równie spontaniczna kawa w starburksie - każdemu według zasług : mama espresso, ja piernikowe latte a mała jakieś waniliowe mrożone coś barrrrdzo słodkiego
    każda ze swojego zadowolona ;-)

a potem pod domami centrum mała gania gołąbki



co cieszy ją wręcz niemożliwie ;-))))

 
 
więc spacer dalej w sympatycznej atmosferze ;-) Mała przesłodka, najszczęśliwsza, kiedy idzie między nami, rozdając co i raz buziaczki ;-)
 
 
 
 
    choć szczęście moje małe himeryczne mocno, długo w słodyczy nie wytrzymała, jak focha strzeliła, to przez dłuższy czas z takiej perspektywy ją oglądałyśmy ;P
 
 
 
 
   foch był przewielki i na jakiś czas zważył atmosferę, bo czyż tak sfoszone dziecię nie zważy????
 



ale - Nowy Świat nawet w listopadzie ma w sobie COŚ, i to coś ratowało atmosferę


 
 
 
 


tutaj mała dochodzi do pierwszej z grających ławek - muzyka Chopina ewidentnie złagodziła obyczaje ;-)


    choć dziecię jak widać poniżej nawet babci dało nieźle popalić ;-)



ale już przy trzeciej ławeczce, gdzieś na wysokości Grobu Nieznanego Żołnierza było znowu słodko rodem z waniliowych płynów starburksa ;-)


   a pod wieczór, dopieściłyśmy się z mamą odgrzaną w piekarniku tartą śliwkową od grycana - mmmm po prostu ;-))

   więc - kolejny dzień na plus ;-)

poniedziałek, 12 listopada 2012

się nie da



  no nie da się po prostu prowadzić słodkiego bloga z jeszcze słodszymi zdjęciami
    czegośkolwiek
lub małego kogoś ;-)

nie da się, bo mi niesłodko
 
   no o czym świadczy, że wczoraj w trakcie kurtuazyjnej poniekąd rozmowy z bratem księciunia tenże stwierdził, że braciszkowi w dekielek znowu wali???

   no o czymże to świadczyć może ???
no że wali ;-(

    i jedyny komentarz jaki wyzgrzytać mogłam to było pełne zadziwienia (;P) "doprawdy"
jakbym tego nie odczuła

   ale już chyba kolejny kawałej sinusoidy, chyba zaraz znowu się odczepi
jak dozyję

   jest szansa, jutro nareszcie II zmiana w gronie zacnym, w środę wolne i wizyta u lekarzy
   ciekawe jak pójdzie
bo dentysta to wiadomo
   ale ja sobie na bogato jeszcze do psychologa idę
obaczym

   

niedziela, 11 listopada 2012

jak wyjaśnić ...



   Dziecku dzisiejsze święto?

     próbowałam
przegwałciłam net, wujka google, zdjęcia, mapy, no i własna znajomość historii
    rośnie mi mała materialistka, jak nic, poruszył ją dopiero pomnik małego powstańca i zdjęcia (aktualne) dzieci kontra wojna. Nie, nie jakieś brutalne, nie chodziło mi o zafundowanie traumy
   Raczej o przecknięcie się
może zbyt mała jest jeszcze, bo mentalnie się opierała, choć przecież opowiadam jej o wojnie, przystajemy w trakcie spacerów przy miejscach pamięci, tłumaczę
   ech tam, nie od razu cośkolwiek zbudowano
choć mnie żadne budowanie ostatnio nie idzie
   się posypałam, a teraz pozbierać nie mogę

a kolejna z faz mocnej aktywności księciunia kwestii na pewno nie ułatwiają ...
   znowu na każdym kroku mi udowadnia moją niedoskonałość
wczorajsze pożegnanie "cześć schabiku" - nosz qrfa, chyba już prawa do takich poufałości nie ma???   Nie chciało mi się już cofać i przy małej awantury robić, zresztą frajdę by tylko z tego miał ;P   No a przy małej już jedną awanturę zrobiłam
    w piątek
nie wiedziałam, że telefon ma na głośno
   bardzo możliwe, że specjalnie
a poleciałam ostro, bo kazał mi się tłumaczyć, czemu dziecko nie chce na tańce iść i płacze
   tłumaczyć mu się mam????
pop.. księcia ;P

   ech, odkopać mnie stąd proszę ...

czwartek, 8 listopada 2012

pęd



   Chciałabym, żeby ta zima minęła mi tak szybko, jak pędzi moje zycie ostatnio

       ale to taki dziwny pęd - gonię swój ogon, nie nadążam z niczym, stos niewyładowanych taczek leży - a ja gnam
   jak w tym dowcipie, co to taczek gostek nie zdąża załadować taki zapiernicz

a jednocześnie od poniedziałku do piątku daleko tak

   dziś czwartek, a ja nie wiem, czemu tak daleko do soboty
bu


  ale tyle się dzieje, małej ślubowanie pierwszoklasisty i błysk jednego z pierwszaków - co znaczy bycie grzecznym - nie bawienie się pomponikiem
   
  


no ale - jak się nie bawić takim czerwonym pomponikiem???? ;-)

    gdzieś potem gubimy tą prostotę pojmowania świata ....

   zmęczona jestem tym pędem, układami miedzyludzkimi

    i własną niemożnością
bezwładem jakimś który mnie dopadł i trwa
   bezwład jest przewielki i przeraża mnie
oraz w jakiś chory sposób fascynuje, bo taki wielki ci on ;-)

    ale nie ma to tamto - dziś wizyta u endokrynologa i skierowanie na badanie - usg, krew
   krew już dziś utoczona, jeszcze usg tarczycy

  trzeba zacząć porządej ze sobą robić
     neurolog też się przytrafi, jak mnie głowa nie ćmi choć to zadziwiona w sobie mocno jestem, a to chyba normalne nie jest ;-)


   więc - gwałcę się, żeby dobrze mi (potem ;-)) było

   a teraz już czas spać

    najwyższy czas ;-)

piątek, 12 października 2012

smutno dziś



    ciężki dzień, ciężki z każdej strony, zbyt łatwo gubię coś - nienamacalne coś - ostatnio

    jak smutek pokazać w fotografii??



 
 
 
 
 
 
   czy smutek fotografującego widać na zdjęciach?
     

chyba czasem tak ...

wtorek, 9 października 2012

chyba ...


   ba, nie chyba - na pewno :-)
szukam

    szukam tego, co na prawdę chcę robić

mam nadzieję, że tutaj jakieś odpowiedzi znajdę ;-)

  bo na razie to nawet nie mogę się zdecydować, czy szersze krajobrazy czy ....

 
bo i w stronę urody szczególu mnie ciągnie, samotna kępka kwiatów bezbronna wobec górskiego potoku - przecież to wzruszające .. ;-)
 
 
 

choć z drugiej strony w kwiatkach siła, nawet w delikatnych, eterycznych krokusach ;-)

 
 
czy w prześwietlonych październikowym słońcem różach ...
 




choć - październikowe słońce wszystko tak pięknie prześwietla, naświetla - jak już świeci oczywiście ;-)


     bez pasji i natchnienia dziś chyba to było ... :-(

poniedziałek, 8 października 2012

przyrodniczo ;-)



   pisałam, że chciałbym umieć robić piękne zdjęcia?
    ot taka fanaberia

taka chętka, bo ponoć jakiś tam dryg w paluszkach w tym kierunku mam


     dryg drygiem, ale czasem widzę COŚ i budzi się pragnienie przewielkie, żeby ten moment w czasoprzestrzeni uwiecznić, zebym mogła potem zawsze czuć, choć przypominać sobie ten zachwyt nad pieknem

    nie mam techniki, na razie mam w sobie chęci ;-)

 
to tak w drodze do pracy
korki mają miewają swoje plusy ;-)))
 
 
 
dziś tak króciutko ;-)
 
 
 

niedziela, 7 października 2012

wstępu ciąg dalszy ;-)



   generalnie marzy mi się blog będący zapiskiem codzienności, usiany milionami zdjęć robionych przeze mnie

    brzmi cudnie ;-)

równie wiarygodnie jak każde postanowienie noworoczne ;-)

   ale - chciałabym mieć gdzie zamieszczać zdjęcia, choć te które robię od 2 lat, na tych wcześniejszych z bólem serca postawiłam już kreskę ...
  może dlatego teraz chcę dla tych odpowiedniej oprawy ...

   a jakie zdjęcia
małej

    to już trzy lata wspólnie spędzane nad morzem, nad polskim morzem, może taka przekrojóweczka ?
 
    a, bo ja się będę uczyć, jak tu wstawiać te zdjęcia
i obrabiać
    i coś tam ;-)

no więc ...



    to mała z zeszłego roku w Ustce :-)
trzeba przyznać, że wtedy wspięłam się na szczyty i wymyśłiłam sobie, że mam aparat zepsuty

    blondynkom jest ciężko, wystarczyło kupić właściwe baterie i w tym roku mam jakby ciut więcej zdjęć ;-)

     ale najpierw może lato 2010 i pięcioletnia Mała z krótkimi włosinkami ;-)
taki mały dziewczyneczek kartoflaczek ;-)


   i plaża w Kuźnicy Helskiej :-)


   a w tym roku się rozkręciłam już porządnie i mała zdjęć ma więcej




  teraz tak spojrzałam, że chyba tylko po długości włosów widać zmianę ;-)
      no dobrze, jako pięciolatek ten pysioch miała bardzo dzieciowy, teraz już taka kobietka się zaczyna robić ;-)



   nieskromnie ujmując - fotogeniczna kobietka ;-)


     więc jeszcze jakieś ładne ostatnie i koniec tego wpisu ;-)



    bo następny to może nie o małej, bo ja nie tylko ją lubię fotografować, choć przyznaję - ją pasjami
      bo wdzięcznym obiektem jest ;)
   


    choć nie oprę się i zamieszczę jeszcze jedno, choć bardziej dla uśmiechu - no i jakość całkiem nie ta, bo to telefonem zdjęcie robione ;-)



   to tyle o moim diabełku na dziś ;-)

kolejny początek



    czasem myślę, że całe życie można zaczynać ;-)
      ciągle i wciąż
zwłaszcza, jak się gubi tyle co ja
   bloga na przykład ;-)
albo jak idzie on w kanał, bo najwyższe bóstwa netowe tak chcą  ;P
 
    swoją drogą za bardzo się za siebie oglądam
to moja wada

     trzy wersy napisane, a już dwie wady widać
łatwo mi wmówić, że jestem siedliskiem wad wszelakich
   na tym może ex zbudował nasz związek
ciekawe, kiedy to wyczuł

   i ciekawe, po co znowu wracam, nawiązuję do niego


i w sumie już wiadomo, czemu tak blog nazwałam ...

   to chyba wystarczy na teraz ...