koniec roku ...
już chyba w zeszłym roku zastanawiałam się, co tak naprawdę jest magicznego w TYM właśnie momencie...
nie wiem ;-)
choć - może nadzieja, że to jest własnie koniec - tego co złe, tego co pod górę, koniec kontaktów z tymi toksycznymi, koniec naszego błądzenia, szukania?
takie dość jakby nieuzasadnione, niczym nie poparte złudzenia, że ten Nowy Rok będzie rokiem nowych szans, nowych możliwości
nowego życia
czemu potrzebujemy grubej kreski, odcięcia się od Starego Roku?
nasze plany i tak realizowane są impulsywnie, nadzieja na polepszenie spełniana jest z zaskoczenia i całkiem poza nami czasem - a czasem nie spełniana wcale ;-)
jedyna magia, z jaką się zgodzę to magia Świąt, magia karnawału i jego momentami brazylijskiej wręcz taneczności, kiedyś był to dla mnie czas całkiem nie kończących się imprez
co wobec mojego zapieczenia się w biernym oporze troszkę w wypaczonej formie do mojego mózgu docierało ;-)
ale mój mózg już zaczyna przerabiać to wszystko na swoją modłę, oglądałam płytkę z kilku wydarzeń już z małą - nie pamiętam siebie takiej
ale myślę, że odejściem odebrałam grubemu część wiary w siebie, co jest myślą krzepiącą ;PPP
i w temacie dalszej przeszłości tyle już lepiej, a w temacie bliskiej przeszłości - 19 grudnia mała miała Wigilię w szkole
księciunio jest przewodniczącym trójki klasowej, więc działał tam myślę ostro, w przeciwieństwie do mnie - w tym roku mój wkład ograniczył się do szykowania stołów na imprezę. I śmieszna sytuacja miała miejsce, pani, z którą księciunio w tej trójce szaleje, tutaj pierwsza z lewej
stwierdziła w którymś momencie, że nie kupiła nic do picia i w następnej sekundzie było "Darek, idziemy!!". I księciunio, zaprzysięgły samiec alfa - trach, trach, poleciał za nią. Stwierdzając tylko "wrócimy jak będziemy!", że niby coś by się wydarzyć mogło. Jasssne ;P
a potem - całkiem dziwnie mi było, "dziwnie" z nieumiejętności nazwania JAK, bo brylował książę pan w towarzystwie, a towarzystwo ujęte tym zaczęło wręcz u niego imprezkę rozkręcać, popiskując radośnie, że duże ma mieszkanie, które się ofkors, że nada. Księciunio zdolnym chłopcem jest, jakoś tak niezauważalnie ten projekt upadł ;P A ja, skazana na jakiś dziwny ostracyzm trwałam na posterunku, dla małej, która tych dorosłych gierek nie zauważała
dla niej to była całkiem fajna imprezka, rozpoczęta koncertem dla rodziców :
a potem wyżerką - ciastami własnego wypieku różnych zaangażowanych mamuś, do których jak już wiemy ja się nie zaliczałam ;P
stół się pod dobrami wszelakimi raczej nie uginał, ale dzieciakom nie żarcie w głowie było ;-)
ale tańców, hulanek, swawoli oraz kilometrowych węży nie sfociłam pogrążona już w zagubieniu ;-)
a choinkę to my kupiłyśmy sobie już w poniedziałek, 17-go, czym doprowadziłyśmy kotę do istotnej ekscytacji, ponoć Ktosiek zastał młodą gdzieś przy konarze, ogon robił za drugi czubek choinki, wyprostowany acz drżący z bezrozumnego podniecenia ;-) (choć w sumie jak tu się zastanowić, to podniecenie raczej z definicji dość bezrozumne jest ;-)))
drzewko milutkie mamy, ubrane z pasją przez nas dwie, efekt jest chyba milutki ;-)
a dziś - mama już pojechała, a my się byczymy, pojadając te dobroci, co to nam ze świąt jeszcze zostały
ciasta znaczy ;-)
a na Sylwka do przyjaciółki idę ;-))))

