sobota, 24 listopada 2012
rocznice
jak pamiętamy nasze życie?
są różne szkoły
moja przyjaciółka pamięta imiona dzieci, z którymi chodziła do przedszkola
ja mam kłopoty z imionami osób z LO
no dobrze, trzy zaliczyłam, niech będzie to okoliczność łagodząca ;P
moje życie to w mojej pamięci stos chaotycznych, wymieszanych ze sobą, czasem trudnych do ułożenia we właściwej kolejności pocztówek
ale są momenty, które pamiętam ...
tak, pamiętam pierwsze pocałunki
choć już nie pamiętam, jak to pierwsze uczucie mnie uskrzydlało
pamiętam tylko łzy, krzyk i uczucie zaszczucia
ale to nie o tym ma być wpis
więc - pamiętam te pierwsze pocałunki, pamiętam dzień ogłoszenia wyników matury pisemnej - nie dlatego, że tak świetnie mi poszła tylko pamiętam, jak szłam zobaczyć wyniki, zapłakana, bo właśnie się dowiedziałam, że ktoś zastrzelił moje psy
co dla mnie było ważniejsze wtedy?
pamiętam dzień mojego ślubu...
musiałam robić furrorę, snując się jak plazma, czy siedząc z przyjaciółką na łóżku w pokoju rodziców
fakt, że późniejszy kontrast, kiedy jednak się na ślub cywilny ubrałam musiał być tym większy ;-)
pamiętam rózne momenty z tego małżeństwa
i wiem, że śmiałam się, ale - nie pamiętam tego
pamiętam poczucie swojego zagubienia, kiedy położna pokazała mi Patrycję
pamiętam swój płacz, kiedy kilkutygodniowa mała spojrzała się na mnie wzrokiem ... och, nawet nie umiem tego opisać ... mądrość, wyrozumiałość, nie wiem, co tam jeszcze zobaczyłam. A czego tam być przecież nie mogło ...
pamiętam, jak zadzwonił telefon i mama mi powiedziała, że tata nie żyje
czy może być głupsze pytanie w tej sytuacji, niż "jak to" ?
no ja głupszego o dziwo nie wymyśliłam
i kilka sekund płaczu, a potem - a potem musiałam zajmować się małą, więc cały swój ból schowałam gdzieś, więcej łez już nie było. Ani na pożegnaniu z tatą, ani na pogrzebie
czasem tak łatwo zdobyć miano zimnej suki
co potem pamiętam?
potem, i ciut wcześniej przecież też - są setki zdjęć małej
zdjęć, które robiłam w każdej sekundzie życia małej, żeby potem te sekundy pamiętać
zdjęć, których juz nie odzyskam, nie dlatego, że trzeba byłoby oddać mi garść papaierków - bo większość w formie papierowej nie istnieje, tylko dlatego, że mały człowiek choć tak chce się odgryźć, że nie odda mi maksymalnie dużo mojego zycia
im mniejszy człowiek, tym bardziej boli jego skopana miłość własna
i tym więcej stara się zrobić, zabrać, aby tą miłość własną jednak podbudować
jaka pocztówka natchnęła mnie do tego wpisu?
ja z moją siostrą siedzące pod salą rozpraw
obie śliczne, uśmiechnięte, ja w eleganckiej, choć nie tylko eleganckiej sukience z orseya, z czarnym dopasowanym dołem i górą koszulową, z żakietem sprawiającym, że całość się jak najbardziej nadaje na tu i teraz
siedzimy pod tą salą, nóżka na nóżkę, a tuż przed nami przechodzi grupa - więźniowe eskortowani przez strażników
dopada nas klasyczna głupawka, uśmiechamy się czarująco
już za moment rozpocznie się moja rozprawa rozwodowa, ta jedyna, a we mnie nie ma sladu niepokoju, zagubienia, lęku
tylko szczęście
dwadzieścia lat życia i żadnego żalu, że to koniec
to było dwa lata temu, 26 listopada 2010 roku ...
i wiem, że to była bardzo właściwa decyzja, tylko zbyt późna
choć ... dobrze, że w ogóle ... dobrze, że jest mała
fajnie, że kot koło mnie leży
fajnie, że mam fajne mieszkanie
źle, że daję mu wygrywać, że tak nie potrafię się podnieść, że nie potrafię odnaleźć siebie pod pogładami złych uczuć, emocji narosłych przez te lata z panem nieidealnym
choć - szukam, jak wytrwały archeolog zdejmuję kolejne warstwy, pędzelkiem odsłaniam spod piasku moją siłę, wiarę i nadzieję
archeolog powinien pamiętać, że to co latami było ukrywane pod piaskiem zapomnienia tak od razu z tego wyczyścić się nie da
to już wiem, że archeolog ze mnie żaden, cierpliwości we mnie nie ma ;-)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Pięknie napisałaś ... W rachunkach jestem taka sobie , ale wydaje mi się , że dziewczęciem bardzo młodym byłaś , gdy się za mąż wybrałaś . Ja byłam bardzo młodym dziewczęciem .Zakochanym , ufnym do bólu. Szkoda mi tego , co straciłam z siebie przez to małżeństwo i błogosławię rozwód . Tak jak Ty :)
OdpowiedzUsuńMesna, byłam młoda jak go poznałam, miałam 17 lat i wierzyłam chyba nawet w krasnoludki. I św Mikołaja. Za mąż poszłam po 8 latach (czyli aby ułatwić rachunki jak miałam 25 lat ;-)) i innym już byłam człowiekiem, w sumie szczerze powiedziawszy mało brakowało, a ślubu by nie było ;-)) Jedyna korzyść, że się odbył, że te naście lat z nim spędziłam w małżeństwie - to mała. Mam fajną, mądrą córkę, która mi wczoraj wyznała, że kocha mnie bardziej niż tatę. A w reszcie się bardzo zgadzamy ;-) Znaczy ja z Tobą się bardzo zgadzam ;-)
OdpowiedzUsuńSis,nie wiem czy zawsze cos sie dzieje po cos...i chyba nie wiem co napisac poza tym ze Cię kocham,i moze gdyby nie było Grubego nie spotkalybysmy sie? wiec egoistycznie sie cieszę,bo nie wiem co ja bym bez Ciebie zrobiła...tzn nie ciesze sie ze Gruby psychopatą jest...ech,zamotalam,kulki mi dzis nie stykaja :(
OdpowiedzUsuńmi ostatnio całkiem nie stykają, ale olać to, wiem, o co Ci chodzi, no a fakt jest faktem, że gdybym w innym swiecie równoległym była, tym, co to drzwiami trzasnęłam i poszłam nascie lat temu od grubego, to całkiem innym człowiekiem bym była. Nie lepszym, nie gorszym - innym. Bez małej, bez Ciebie, bez Ktośka, bez ... innym ;-)
OdpowiedzUsuń