niedziela, 11 maja 2014
znowu o mnie
Mam nadzieję, że do wybaczenia kwestia, w końcu to mój blog, więc o kim ma być ;-)
a co o mnie?
Ponoć uciekam od zycia
Tak moje zachowanie Ktosiek zinterpretował
ofkors nie byłabym sobą, gdybym nie dyskutowała
bo czy ja uciekam?
nie, ja po prostu nie wiem, co z życiem jako takim, a ze swoim życiem w szczególności począć
to miał być czas, kiedy ogarnę swój plan B
Plan B, który we mnie siedzi już bardzo dawno, ale w zarysach tak słabych, niczym Tatry oglądane znad Bałtyku. A, ostatnio to całkiem wyraźny widok
to nie, to chodzi mi o widoczność z czasów mojej - ekhem - młodości ;-)
Zresztą - to nie chodzi tylko o plan B, o formy zarobkowania. To chodzi o moje życie jako całokształt. Muszę ogarnąć to. Kiedy zrozumiem, że nie "muszę" a "chcę" ?
Bo chcę przecież, pod oczami mam wizję mojego mieszkania, mojego macierzyństwa, mojego związku
tego wszystkiego nie obciążonego myślą "kiedy to wszystko się posypie??"
czy powinnam teraz zastanowić się, czemu w tej kolejności wymieniłam?
czy może wręcz przeciwnie - powinnam przestać myśleć?
że mój mózg bywa moim wrogiem to ja wiem
chociaż - miłe coś mnie wczoraj spotkało
po całym dniu walki z moimi demonami
które to demony przychodzą tuż po utoczeniu krwi mojej - niekoniecznie dziewiczej
sponiewierały mnie te demony wczoraj nieźle
dało się zauważyć tu i ówdzie ;-)
przed 16 zaczęły dzwonić do mnie dziewczyny z pracy - spotkanko takie z lekka alkoholowe sobie wczoraj zorganizowałyśmy. Ja byłam przekonana, że na 16.30, spotkanie było na 15.30
ja dotarłam na 18. Tylko dzięki tym telefonom, motywującym mnie zdecydowanie. I dobrze. Między ludźmi demony nikną. Między ludźmi jestem uśmiechnieta, wygadana i roześmiana. Wypiłam dwa drinki. I znowu usłyszałam, że jak już gadam, to gadam z sensem. Ciągle jeszcze, po tych kilku latach bez księciunia kiedy słyszę takie pozytywy o sobie - zaskakuje mnie to. Trudno mi w to uwierzyć.
No a moja wymiana zdań z kelnerem, wymiana zdań mocno dwuznacznych, przyprawiła koleżanki o atak radosnego śmiechu. I nie wiem, czy sobie nie ponotowały ;-)
i tak - z jednej strony okazuje się, że wszystko co słyszałam od ślubnego, to było tylko klasyczne wkopywanie kogoś w czarną dupę
okazuje się, że głupoty gadał
a z drugiej strony ... daję mu wygrać ... siedzę gdzieś w kącie schowana pod białą flagą i ogłaszam kapitulację. I sama siebie nie umiem zrozumieć ...
a na koniec - o księciuniu
którego zrozumieć w sumie nawet nie chcę
chyba, że węszę coś, co we mnie docelowo ma uderzyć
swego czasu mała mi narzekała, że samotna u taty się czuje
i teraz pojawiła się Pszczółka
no i nie rozumiem kobiety
kiedy mała jest w domu, Pszczółka spędza czas z nią
do absurdu, bo wczoraj wszyscy troje oglądali to samo, ale mała z Pszczółką w małej pokoju, a gruby u siebie
o co kaman? Domyślać się tylko mogę. Moje domysły - jak większość dotycząca księcia - są mało optymistyczne
pan z zusu miał rację - czas na pomoc z zewnątrz ...
i to by było tyle na dziś - chaotycznie zgodnie z obietnicą ;-)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Oj... moze rzeczywiscie poszukaj jakiejs pomocy bo te lata co minely stanowczo cie nadgryzly a teraz czyje, ze o mala podswiadomie sie martwisz.. Przytulam
OdpowiedzUsuńLuciu, zapisać to już dawno się miałam .. Tylko brak natchnienia ;)
OdpowiedzUsuńczy coś ;) A o małą - nieustająco
boszszsz.. ile złego może poczynić taki fiut w życiu delikatnej kobiety :( Trzymaj sie Kochana :)
OdpowiedzUsuńConsiu, ale że ta delikatna kobieta to ja?? ;-))
OdpowiedzUsuńok, ok, doceniam. Ale przez naście lat indoktrynacji to chyba każdy by się ugiął :-(
Tosiek, ja już jestem w końcu po rozwodzie.Całą resztę jak czytam - zupełnie jak byś we mnie siedziała... chyba My wszystkie po takich przejściach to samo odczuwamy...:(
OdpowiedzUsuńJuż dawno temu, w tamtym miejscu napisałam, że księciunio i mój były to jedna i ta sama osoba...
Mari